Z WIZYTĄ U DRAKULI

Do odległych podróży od zawsze inspirowali mnie przede wszystkim ludzie. Tak było też w tym przypadku. Kiedy pracowałem na hiszpańskiej Ibizie poznałem ludzi otwartych, pozytywnych, szczerych i honorowych. Nigdy nie przypuszczałbym, że to Rumuni. A jednak...

 

Dlatego też zaraz po powrocie postanowiłem poznać bliżej uroki tego kraju i wybrałem się na wyprawę rowerową do Transylwanii. Ta górska kraina, zwana sercem Rumuni zachwyca wspaniałymi krajobrazami górskimi, malowniczymi wioskami i prostotą jej mieszkańców.

Co zaskakujące życzliwi i mili są tu wszyscy: Romowie, dzieci, piękne kobiety i taksówkarze

Jednak po kolei.

Po ulicach miast jeżdżą wiekowe Dacie Logan, przeciskając się obok rozsypujących się trolejbusów.

Na chodnikach spotkać można wychudłe, bezpańskie psy a domy towarowe przypominają nasze PEWEXy z czasów PRL-u. Chwilami trudno uwierzyć, że kraj ten jest członkiem Unii Europejskiej. Oprócz lokalnej waluty lei zachował wiele własnej tożsamości, legend, mitów i kultury. Ma to z pewnością swój niepowtarzalny urok.

Jest jeszcze jeden ważny powód by odwiedzić Transylwanię. Dzięki głośnej powieści Brama Stokera kraina ta jest siedzibą hrabiego Drakuli. A wizytę na zamku u Włada Palownika, który to był pierwowzorem krwiożercy zwyczajnie złożyć wypada...

Swoją podróż rozpoczynam od miejscowości Kluż-Napoka. Tu zaraz po wylądowaniu trafiam na lokalnego kierowcę taksówki, który oprócz doskonałego angielskiego okazuje się być równie dobrym handlowcem. Od razu namawia mnie na jutrzejszą podróż do Alba Julia jego autem przekonując, iż po drodze będzie pełnił rolę przewodnika. Oferuje wizytę w skalnych jaskiniach, mnóstwo historii i opowieści. Brzmi naprawdę zachęcająco. Podkreśla też, że 3 godzinna podróż autobusem zamieni się w prawdziwą mękę a z nim pójdzie gładko i szybko. Prawie przekonany postanowiłem sprawdzić poranne autobusy. Jak się okazało Pan taksówkarz „nie zgasił świateł w motorze” i jego 3 godzinna męka to tak naprawdę 1,5 godziny wygodnym autobusem. I zamiast 70 euro można na tę trasę wydać 7.Teraz już wiem, że Rumuni podobnie jak Turcy to znakomici handlowcy i nigdy nie należy do końca wierzyć ich opowieściom.

A samo miasto ma bogatą historię. Już nazwa nadana przez cesarza Hardiana zobowiązuje. Napoca oznacza stacjonujące w tamtym czasie legiony rzymskie, a Cluz odnosi się do zamkniętych otaczających miasto wzgórz.

Historia Kluż- Napoka posiada także polskie akcenty. Otóż Stefan Batory ufundował tu w 1581 roku Kolegium Jezuickie a miasto stało się głównym ośrodkiem braci wypędzonych z Polski.

Dziś Kluż-Napoka to niekwestionowana, nieformalna stolica Transylwanii.

Jest ważnym ośrodkiem uniwersyteckim. Po to by studiować medycynę na najwyższym światowym poziomie przyjeżdżają tu młodzi adepci z Korei, Nowego Jorku czy Australii.

I za stosunkowo niewielkie pieniądze potrafią wykształcić się na przyszłych lekarzy czy chirurgów.

W Kluż-Napoka kwitnie także życie towarzyskie. Starówka nie jest duża, za to wyjątkowo urokliwa.

W jej centralnym punkcie ustawiono monumentalną, katolicką katedrę św. Michała. Ta świątynia o gotyckiej architekturze jest największą tego typu budowlą w całym kraju. A pomnik wystawiony tuż przed wejściem przedstawiający króla Węgier Marcina Korwina od zawsze stanowi kość niezgody pomiędzy Rumunami a Węgrami.

Dla równowagi by pogodzić obie nacje, na patrona przyległej filharmonii wybrano dwóch uczonych: Rumuna i Węgra właśnie. Także wykłady na tej uczelni prowadzone są w dwóch językach. Budynek podświetlony wieczorem robi niesamowite wrażenie. Tak jak całe miasto Kluż-Napoka, które nazwałbym wieczornym rajem dla fotografów...

Kolejnego dnia docieram do Alba Iulia, gdzie mam przyjemność dołączyć do grupy z Polski. Od dziś, mamy do przemierzenia razem 415 kilometrów na rowerze po wspaniałej krainie zwanej Transylwanią. Także z pewnością warto się poznać i ustalić wspólne priorytety. Przyszli towarzysze podróży okazują się ciepłymi, pozytywnymi ludźmi, pasjonatami bliskiego kontaktu z naturą. Od razu wskakujemy na rowery i mkniemy na lokalną starówkę. Alba Iulia zwana „Białą Cytadelą” od zawsze pełniła niebagatelną rolę w historii kraju. Już w 1541 roku została stolicą Siedmiogrodu, a w 1601 Michał Waleczny dokonał tu jakże ważnego zjednoczenia trzech rumuńskich krajów: Wołoszczyzny, Mołdawii i Siedmiogrodu.

W niedzielę mamy do pokonania 50 kilometrów. To nic w porównaniu do 72 jakie zaaplikowali nam na powitanie, pierwszego dnia. To taka próba sił, by sprawdzić jak wygląda grupa i jak zachowują się poszczególne osoby pod presją czasu, stromizm i ekstremalnego zmęczenia. Wszyscy zdali i dziś wspólnie dojeżdżamy do miejscowości Cisnadiora. Ta niewielka mieścina słynie przede wszystkim z wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO klasztoru z XIII wieku. Otóż ten ascetyczny kościół położony wysoko na wzgórzu, od samego wejścia urzeka prostotą. W XVIII wieku podczas najazdu Turków klasztor został doszczętnie spalony. Przez kolejne 100 lat funkcjonował bez dachu. Dlatego też do dziś próżno szukać w nim obrazów czy malowideł na ścianach. Jedyną pozostałością są tablice upamiętniające bohaterów, którzy bronili do ostatniej kropli krwi świętego miejsca podczas I wojny światowej. To miło, że są tu też polskie nazwiska.

Poniedziałek praktycznie cały dzień poświęcamy na zwiedzanie Naturalnego Parku Arcon. W nagrodę po przejechaniu ciężkich 60 kilometrów, możemy podziwiać uroki skansenu. Mamy szczęście, gdyż akurat dziś odbywa się tu ludowe święto. Pełno tu życia i miejscowych rękodzielników, którzy malują cudowne ikony lub wyrabiają skórzane kierpce. A wszystko w otoczeniu i przy akompaniamencie tradycyjnej muzyki. Jest i harmonia, jest miejsce na flet, a piękni, młodzi tancerze zachwycają zwinnością i poczuciem rytmu. Aż miło popatrzeć na ich kolorowe stroje migocące w słońcu.

Wieczorem czas na prawdziwą rumuńską perełkę - miasto Sybin. Już od XIV wieku pełniło ono ważną rolę będąc centrum handlu rzemieślniczego na szlaku handlowym do Turcji, Persji i Chin.

W 1849 roku w czasie powstania węgierskiego miała tu miejsce bitwa pod dowództwem gen. Józefa Bema. W kilkanaście lat później by upamiętnić to wydarzenie grupa polskich i węgierskich malarzy pod kierunkiem Jana Styki namalowała „Panoramę Siedmiogrodzką”.

Dziś w mieście z pewnością warto zajrzeć do Muzeum Brukenthala, prezentującego w sposób wyśmienity historię malarstwa rumuńskiego. A po zmroku, na obu placach odbywają się koncerty festiwalowe muzyki poważne, przyciągające tłumy turystów. Obłożenie w miejscowych hotelach i restauracjach dawno przekroczyło 100 procent.

Na deser zostało nam zwiedzanie symbolu kraju - zamku Drakuli. Budowlę w Branie wznieśli na przełęczy w 1212 roku Krzyżacy.

W 1918 mieszkańcy Braszowa podarowali zamek żonie Ferdynanda I - królowej Marii.

To właśnie na jej życzenie czeski architekt przebudował zamek na letnią rezydencję. Skład artylerii zamieniono na kaplicę a pomieszczenia garnizonowe przekształcono w apartamenty królewskie. To właśnie po nich według legendy buszował słynny Drakula. Nam nie udało się go spotkać. Mimo to wyprawa rowerowa po sercu Rumunii była wspaniała. 415 kilometrów przejechanych na rowerze po cudownej Transylwanii urzekającej obok krajobrazu gościnnością jej mieszkańców na długo pozostanie w pamięci...

Jack Grabowski
Sierpień 2016 Transylwania.

 

Polecamy gorąco

spw comp

18 WRZESNIA 2016 ROKU (NIEDZIELA) O GODZINIE 19.00 ODBĘDZIE SIĘ PREMIERA BESTSELLERU ROKU AUTORSTWA JACKA GRABOWSKIEGO

NA TE WYJĄTKOWE WYDARZENIE ZAPRASZAMY PAŃSTWA DO MIESZCZĄCEJ SIĘ TUŻ PRZY WEJŚCIU DO PARKU ZDROJOWEGO W KONSTANCINIE W MAGICZNEJ RESTAURACJI PARK CAFE. TO WŁAŚNIE W TYM NOEKLASYCYSTYCZNYM PAŁACU ODNAJDĄ PAŃSTWO NALEŻNĄ KLASĘ I STYL.

ZBIÓR WYWIADÓW ZE ZNANYMI I OD LAT CENIONYMI POLAKAMI ZATYTUŁOWANY „SEKRETY POLKAKÓW WYBITNYCH” ZDOBYŁ REKOMENDACJE NAJWIĘKSZYCH AUTORYTETÓW W NASZYM KRAJU(DR.IRENY ERIS,KRZYSZTOFA ZANUSSI CZY JACKA WALKIEWICZA).

GOŚCIEM HONOROWYM SPOTKANIA BĘDZIE KRÓL MÓRZ I OCEANÓW, PAN KRZYSZTOF BARANOWSKI.

W TRAKCIE SPOTKANIA:

  • -APERITIF
  • -SPECJAŁY Z NAJDALSZYCH ZAKĄTKÓW ŚWIATA
  • -KONKURS Z NAGRODAMI
  • -NIESPODZIANKI

ZAPRASZAMY!!!