W blasku dominikańskiej przygody

W rok 2016 miałem zaszczyt wejść z Podróżnikiem Roku na Świcie – Aleksandrem Doba.Składając sobie życzenia Sylwestrowe rzekł:

„Będziesz eksplorował tę planetę jeszcze mocniej i szybciej niż zwykle a hasło „walizka nierozpakowana” będzie ci przyświecać jak nigdy dotąd. I nie pomylił się. Zaraz po powrocie z Ustronia nad Wisłą byłem już myślami w miejscu wyjątkowym i niepowtarzalnym. Na jednej z najpiękniejszych i najbardziej różnorodnych Wysp Archipelagu Karaibskiego – Dominikanie.

Nie bez kozery zwana jest naturalnym studiem filmowym, gdzie swe hity kręcili Francis Ford Coppola czy Sydney Polack. Na Dominikanie właśnie narodziły się prawdziwe białe kruki filmowego gatunku, takie jak „Ojciec Chrzestny” czy „Hawana miasto utracone”. Aż trudno w to uwierzyć, że uliczkami Starego Miasta - Zona Colonial w stolicy kraju Santa Domingo przemykał Michael Corleone.

Jednak cała wyspa ma do zaoferowania o wiele więcej. Przede wszystkim szaloną, bujną i zmienną naturę. Od bajecznie krajobrazowego półwyspu Samana, który Krzysztof Kolumb porównał z rajskimi wyspami Bahama, poprzez najpiękniejsze plaże świata w okolicach Punta Cana aż do Środkowego Pasma Kordyliery, gdzie warto udać się na kilkudniowy trekking. Kto by pomyślał, że na Dominikanie są całkiem wysokie góry jak również dziki zachód na granicy z Haiti.Tu też czerwona ziemia i suche wygięte kaktusy tworzą niepowtarzalny krajobraz niczym z westernu. Ale to jeszcze nie koniec szalonych naturalnych atrakcji. Grzechem byłoby wyjechać z wyspy bez opłynięcia dookoła słonego jeziora Enriquillo, gdzie wylegują się krokodyle czy też bez obejrzenia tańca godowego kilkunastometrowych wielorybów zwanych Humbakami.

dominikana1

Dla tych i wielu innych atrakcji postanowiłem udać się wprost na wyspę Haiti. Zależało mi też szczególnie na tym by w końcu obalić panujące powszechnie mity, że Karaiby jednoznacznie kojarzą się z plażę i kokosami.

I Bóg sprawił, że miałem tego dokonać w towarzystwie wytrawnego podróżnika, prawdziwego eksplolera i człowieka, który zawsze chodzi jak kot swoimi drogami – Piotra.

Los chciał, że to właśnie on – młody, postawny mężczyzna z długimi włosami usiadł w samolocie tuż obok mnie. Do złudzenia przypominający Jezusa, nawet w wieku prawdopodobnie bliskim Chrystusowego od samego początku sprawiał wrażenie bardzo silnej i niezależnej osobowości. Już wtedy okazało się ,ze jedziemy na tym samym wózku, czyli oprócz biletu mamy wyłącznie wyobraźnię i stawiamy na spontaniczność. To co będzie nas prowadzić w trakcie odkrywania skarbów dominikańskiej kultury to wiatr we włosach i szybkość przemieszczania się. Zupełnie nie pasujemy do pozostałych 178 pasażerów lotu czarterowego TUI. Nie w głowie nam spędzenie kolej nych 7 czy 14 dni ze szklanką rumu przy hotelowym basenie jak przystało na typowych mężów braci świata korporacyjnego. Chcemy chłonąć muzykę, taniec, kulturę przyrodę lokalnej społeczności. Marzymy o wspinaczce w górach i ujarzmianiu surferskich fal na północy.

Do dzieła zatem. Po 11 godzinnym locie lądujemy w Punta Cana. Tu bierzemy najtańszy hostel w pokoju wieloosobowym za 15 USD. I tak jest dosyć luksusowo, gdyż z prysznica kapie ciepła woda a wieczorem wolno bo wolno, z przerwami, ale czasami nawet udaje się połączyć ze światem. No chyba, że siądzie elektryczność w całej okolicy, co zdarza się tu dosyć często...Nam przytrafiło się to już drugiego dnia, na szczęście po 2 godzinach ktoś wpadł na pomysł, że można coś poprawić. Cała dominikańska a rzekłbym nawet karaibska mentalność. Luz, uśmiech, zero pośpiechu a wszystko się jakoś ułoży.

My tymczasem razem z Piotrem wypożyczamy skuter i mkniemy prosto przed siebie. Właściciel interesu do złudzenia przypomina Andy Garcia, co potwierdza tezę, że jesteśmy w „lokalnym Holywood”.

dominikana2

Jednak zaraz po wyjeżdzie z miasta przed nami rozpościera się przepiękna perspektywa. Dostojne, majestatyczne góry, w których nad głowami raz po raz szybują orły oraz pastwiska z dzikimi końmi przenoszą nas w inną perspektywę. Aż wreszcie docieramy na najpiękniejszej plaży świata zwanej Macao Beach. Tu, w cieniu kokosowych palm targanych morską bryzą zapominasz o bożym świcie. Siadając na piasku o kolorze kukurydzianej mąki podziwiamy akrobacje surferów raz po raz zmagających się z grzbietami oceanicznej głębiny. Aż nie chce się wracać. Tymczasem pora na obiad.Wybieramy bardzo lokalne miejsce, gdzie pod rozpostartą płachtą Pani przygotowuje nam typową karaibską strawę - „La Bandera Dominikana”, czyli gotowany ryż z dodatkiem duszonej fasoli i kurczaka. Najlepsza kuchnia świata to nie jest, jednak syci choć na chwilę. Tu wszystko jada się na słodko. Słodkie ziemniaki czyli bataty, kawa z pięcioma łyżeczkami cukru sprawiają ,że mieszkańcy tej wyspy są okrągli i wiecznie szczęśliwi. Po powrocie wieczorem idziemy do restauracji kubańskiej. Siedzi w niej piękna kobieta z klasą, która wsłuchując się w muzykę ukulele sprawia na nas oboju niesamowite wrażenie. To Alba, rodowita Dominikanka z Puerto Plata. Przeznaczenie, myślę sobie. Kolejnego dnia podróżujemy już razem do stolicy Santa Domingo.

dominikana4

Na Dominikanie najważniejszy jest luz i spokój . Tu należy wyhamować i oddać błogiemu przemijaniu. O zakupie biletu na dzień wcześniej można tylko pomarzyć a z kolej w dniu odjazdu okazuje się, że już zabrakło. I oto czeka nas zamiast 2,5 godzinnej jazdy 5 godzin z przesiadką. I wtedy należy się tylko lekko uśmiechnąć i zdać sobie sprawę, że na pewne rzeczy nie masz wpływu. Ale w towarzystwie Alby czas mija niepostrzeżenie. Opowiada o swoje pracy w szkole, rodzinie i normalnym życiu na wyspie. Okazuje się, że jej mama ma 11 braci i 7 sióstr co wcale nie bije rekordów tutaj. Co ciekawe też, bardziej opłaca się pracować w szkole państwowej niż prywatnej a dzieci rozpoczynają edukację w wieku lat pięciu. I tak oto docieramy do najstarszej starówki „nowożytnego świata” zwanej Zona Colonial. Mnóstwo tu artystów i tancerzy . Wieczorem koniecznie dotrzeć trzeba do serca stolicy na Malecon. W ten ciepły niedzielny wieczór całe rodziny świętują na nadmorskiej promenadzie. Kolorowe stroje, puszczane latawce, wszędobylska muzyka powodują pozwalają poczuć prawdziwego ducha mieszkańców miasta. Nie bez kozery mówi się o nich, że mają taniec we krwi. 70 letnie damy wywiają Marenge niczym nastolatki. To jest dopiero prawdziwe oblicze wyspy i jej społeczności. Zapiera dech w piersiach. Nic, tylko dołączyć i oddać się dominikańskim pląsom w romantycznym otoczeniu rozkołysanych palm. Tu w ten wspaniały, letni , rozgwieżdżony wieczór. Tak by zapamiętać go na długo, albo najlepiej na zawsze . Prawda Alba, Prawda Piotrze...?/p>

Kolejnego dnia mkniemy już na półwysep Samana. Mkniemy to dosyć mocno powiedziane, raczej przemieszczamy się niespiesznie lokalnym autobusem zatrzymującym się raz po raz w malutkich wioskach i miejscowościach. Na miejscu znajdujemy uroczy hotel na wzgórzu „La Docia”, skąd rozpościera się przepiękny widok na to portowe miasto. Zapada decyzja - zostajemy. Po kilkunastu minutach dobijamy targu z właścicielem wypożyczalni skuterów i eksplorujemy półwysep. Samo miasto Santa Barbara nie tylko nazwą przypomina swego sławnego kolegę z amerykańskich seriali. Zachwycić może zdecydowanie główną aleją, którą tworzą wielobarwne domki wymalowane niczym tęcza na niebie albo niecodziennymi muralami zdobiącymi ściany domów. Od razu wyczuwa się artystyczny klimat panujący tutaj. Tymczasem razem z Piotrem ruszamy w głąb półwyspu. Zmieniający się co chwila krajobraz zapiera dech w piersiach. Ogromne połacie lasów palm kokosowych na przemian z morskimi klifami i uderzającymi o brzeg falami robią niesamowite wrażenie. A plaża Rincon to już prawdziwy cud natury. Mogę się założyć, że to właśnie tutaj kręcono sceny do filmu „Cast Away” z Tomem Hanksem. Bo to przecież Raj na końcu świata. W drodze powrotnej zajeżdżamy do wioski rybackiej Las Galeras. Tu warto zatrzymać się choć na chwilę i popijając miejscową kawę z 5 łyżeczkami cukru kontemplować naturą. A wieczorem jak zwykle ruszamy w miasto. Tutejszy Malecon rozbrzmiewa muzyką na każdym rogu. Przy portowej przystani tańczą mernege a w żeglarskiej restauracji pinacoladę serwuje kelner z holywodzkim uśmiechem. Mija kolejny wspaniały dzień.

dominikana5

Rano budzą nas promienie wpadającego do pokoju słońca . Dokładnie o 7.15 wznosi się dumnie ponad horyzont.

Pora wstawać, gdyż dziś właśnie przy odrobinie szczęścia zobaczymy taniec godowy humbaków. Te kilkunastometrowe płetwale prezentują swe wdzięki tylko tutaj na wodach oblewających półwysep Samana na Dominikanie. Teoretycznie sezon zaczyna się za kilka dni ale miejscowi zapewniają, że już ktoś je widział. Wyprawa jest droga. Podejmujemy ryzyko jednocześnie stawiając naganiaczom twarde zasady gry. Jeśli ujrzymy upragnione wieloryby płacimy z nawiązką, jeśli jednak wyprawa zakończy się niepowodzeniem i to tylko sposób by nas naciągnąć nie dostaną nic. Przyjmują wyzwanie.

Wypływamy daleko w ocean. Morskie fale stają się coraz silniejsze, chwilami przerażają. Po prawie godzinie poszukiwań udaje się. Widok ,który zapamiętam do końca życia. Kilkunastometrowy olbrzym z niespodziewaną siłą raz po raz wynurza się z wody prezentując potężną płetwę. Ten nieokiełznany wojownik tańczy przed nami niczym zawodnik sumo na deskach teatru Bolszoj w Moskwie.

Rzecz niepowtarzalna i niepojęta. Aż chce się wskoczyć w głębie oceanu by razem z wielorybem poczuć potężną siłę natury. Mieliśmy dziś ogromne szczęście. Ale kiedyś tu wrócimy, na Samana – dla was Płetwale...

Kolejnego ranka wyruszamy dalej. Tym razem do mekki surferów i miłośników kite , którzy nie bez kozery upodobali sobie właśnie to miejsce. Wiejące tu pasaty w połączeniu z przepięknymi plażami tworzą idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych.

Niestety obraz tego miejsca psują napaleni 70 latkowie z Niemiec czy Ameryki, którzy prowadzają się za ręce z nastoletnimi prostytutkami. Najchętniej poobcinał bym im to i tamto, ale z drugiej strony przecież i tak im już nie staje...Tylko po co psują klimat? Z pozytywnych rzeczy, zdecydowanie warto wieczorem pójść na plażę i oddać w ręcę miejscowych muzyków. Ten fantastyczny zespół 4 artystów umila czas przyjezdnym już od 21 lat. I robią to w sposób doskonały. Od razu widać, że muzykę i taniec mają we krwi, że się z tym urodzili...A dodatkowo ostatnio dołączył do nich rodowity Kubańczyk, który stanowi idealnie uzupełnienie „Wielkiej Czwórki”. Tak jak dla Humbaków warto było odwiedzić Półwysep Samana, tak dla tej muzycznej kapeli koniecznie trzeba zatrzymać się w Cabarette. Poznacie ich po trzech rzeczach: czerwonych koszulach, rytmicznej melodiach i uśmiechu, który nigdy nie znika z ich twarzy. Nawet kiedy są zmęczeni...

Po drodze do Santiago warto zatrzymać się w Puerto Plata. To dosyć miasto wywarło na nas zdecydowanie lepsze wrażenie od turystycznej Sosua, którą trzeba omijać z daleka. Oprócz setek naganiaczy i cwaniaków nie ma tam nic do zobaczenia. No poza organizowanymi w sobotnie popołudnia walkami kogutów. To prawdziwa rozrywka dla lokalnej ludności. Ale my jesteśmy tam w środę. Dlatego też szybko odjeżdżamy w kierunku Puerto Plata. To takie Santa Domingo w mniejszym wydaniu. Ciągnący się wzdłuż oceanu Malecon urzeka widokiem łamiących się fal. Zdecydowanie trzeba się zatrzymać w słynnej knajpie Route 66 na kieliszek miejscowego rumu. Warto też odwiedzić Stare Miasto i dotrzeć do Fabryki Cygar. Tu należy samemu skręcić cygaro z liści z najlepszej w kraju plantacji tytoniu. Na Kubie słynne Romeo i Juliette kręcone są na udach wyłącznie dziewic a na Dominikanie prawdziwe dzieło sztuki robisz sobie sam. Po zachodzie słońca puszczając dymek na plaży przypominasz sobie, że niestety czas już wracać do domu, gdzie oprócz rodziny i przyjaciół czeka na ciebie wyjątkowa niespodzianka. To -7 stopni Celsjusza.

Na szczęście na Dominikanie pozostawiasz Przyjaciela - Piotra, który przez kolejny tydzień odkryje najbardziej dzikie i niedostępne tereny kraju. Towarzyszące mu orły przyniosą szczęście i lekkość w pisaniu. Dzięki temu poznamy zakończenie tej historii. Powodzenia Przyjacielu!!!

Jack Grabowski
podróżnik, fotograf, eksploler

 

Polecamy gorąco

spw comp

18 WRZESNIA 2016 ROKU (NIEDZIELA) O GODZINIE 19.00 ODBĘDZIE SIĘ PREMIERA BESTSELLERU ROKU AUTORSTWA JACKA GRABOWSKIEGO

NA TE WYJĄTKOWE WYDARZENIE ZAPRASZAMY PAŃSTWA DO MIESZCZĄCEJ SIĘ TUŻ PRZY WEJŚCIU DO PARKU ZDROJOWEGO W KONSTANCINIE W MAGICZNEJ RESTAURACJI PARK CAFE. TO WŁAŚNIE W TYM NOEKLASYCYSTYCZNYM PAŁACU ODNAJDĄ PAŃSTWO NALEŻNĄ KLASĘ I STYL.

ZBIÓR WYWIADÓW ZE ZNANYMI I OD LAT CENIONYMI POLAKAMI ZATYTUŁOWANY „SEKRETY POLKAKÓW WYBITNYCH” ZDOBYŁ REKOMENDACJE NAJWIĘKSZYCH AUTORYTETÓW W NASZYM KRAJU(DR.IRENY ERIS,KRZYSZTOFA ZANUSSI CZY JACKA WALKIEWICZA).

GOŚCIEM HONOROWYM SPOTKANIA BĘDZIE KRÓL MÓRZ I OCEANÓW, PAN KRZYSZTOF BARANOWSKI.

W TRAKCIE SPOTKANIA:

  • -APERITIF
  • -SPECJAŁY Z NAJDALSZYCH ZAKĄTKÓW ŚWIATA
  • -KONKURS Z NAGRODAMI
  • -NIESPODZIANKI

ZAPRASZAMY!!!